sobota, 23 lipca 2016

Piękno czy wnętrze? Recenzja filmu Neon Demon

Najnowszy film Nicolasa Windinga Refna to dzieło atrakcyjne wizualnie z idealnie wkomponowaną pulsującą muzyką elektroniczną. Mam jednak zdecydowanie niepochlebną tezę dotyczącą jego scenariusza. Z założenia Neon Demon miał być mroczny i perwersyjny, jednak jego schemat fabularny przypomina… licealną historię nastolatki próbującej się odnaleźć w realiach nowego środowiska. Historię może ponurą i z nie najlepszym zakończeniem dla głównej bohaterki, ale właśnie przerysowaną, a co gorsza bez sensownego zamknięcia. 

neon demon


Skąd taka myśl? Otóż mamy młodziutką, ledwo szesnastoletnią, śliczną dziewczynę próbującą swoich sił w modelingu, nieco cyniczne i zazdrosne koleżanki zepsute przez branżę, równie niewinnego jak główna bohaterka chłopaka, paru podejrzanych typków i ważnych person, na których warto zrobić dobre wrażenie, by osiągnąć sukces. Główna bohaterka ma o tyle szczęścia, że jest obdarzona niewymownym urokiem i zachwyca każdego wokół. Jej czar wynika też z tego, że jest niezwykle niewinna, jednak po wejściu w świat wybiegów mody oświetlonych intensywnym neonowym światłem, zaczyna tracić swoją niewinność, a zyskuje za to wyniosłość i egoizm, które pośrednio doprowadzają do jej upadku.


Neon Demon nie jest kinem psychologicznym. Mimo przedstawienia na ekranie pewnych przykładów perwersji (jeśli ktoś nie przepada za obscenicznymi i makabrycznymi scenami, powinien dwa razy się zastanowić, czy chce go obejrzeć), widz zasadniczo nie dowiaduje się, co może tkwić w głowach bohaterów. Jesse, główna bohaterka, przez cały film wypowiada może z kilkanaście kwestii, nie więcej mówią pozostali bohaterowie. Chociaż dialogów jest niewiele to i tak prawie nic nie wnoszą do rozwoju historii. Może ktoś pamięta film Ryana Goslinga Lost River? W debiucie reżyserskim Goslinga też został postawiony nacisk na stronę wizualną, a nie fabularną, ale tam przynajmniej były widoczne jakieś próby, co prawda bardzo nieporadne, stworzenia jakiejś historii. Neon Demon ma jakiś punkt wyjścia – wejście młodej dziewczyny w niebezpieczny świat show-biznesu – ale historia ostatecznie donikąd nie prowadzi. 



Film ma kilka pięknych scen pod względem wizualnym, ale do nich też mam jedno ogólne zastrzeżenie. Czy obraz oświetlony intensywnie barwnymi neonami przedstawiający piękną kobietę ubraną w bajeczną kreację może być nieestetyczny? Prawdopodobnie nie jest to możliwe – wszystkie te elementy same w sobie niesamowicie prezentowałyby się przed kamerą nawet bez większej ingerencji reżysera. Naprawdę trzeba by się postarać, aby taki obraz zepsuć. W Neon Demon nie wszystkie sceny są jednak jednoznacznie piękne – często jest to piękno zestawione z brzydotą i makabrą, co może przypaść do gustu fanom kina gore.


Muzyka skomponowana przez Cliffa Martineza stanowi najmocniejszy punkt filmu. Ale do całości soundtracku też mam jedno zastrzeżenie. Poza utworami Martineza sporadycznie pojawiają się inne utwory, delikatnie mówiąc, niezbyt trafnie dobrane. W scenie wieńczącej film pojawia się piosenka wokalistki Sia Waving Goodbye. Ten popowy kawałek w połączeniu ze stylistycznie odmiennym obrazem w stosunku do całości filmu daje wrażenie, jakby podczas montażu twórcy wkleili fragment jakiegoś przeciętnego teledysku z Vivy. 

Piękno czy wnętrze? W jednej ze scen ten dylemat rozstrzygają bohaterowie. Dla projektanta mody, wciąż otoczonego modelkami, odpowiedź jest oczywista: piękno jest najcenniejszą wartością. Mam wrażenie, że przy tworzeniu Neon Demon Refnowi przyświecało podobne założenie. Nawet więcej: w ogóle zrezygnował z jakiegokolwiek „wnętrza”. W filmie nie ma fabuły, ciekawych dialogów, portretów psychologicznych, żadnej symboliki. Reżyserowi nawet nie udało się stworzyć odpowiedniego klimatu, który dawałby widzowi poczucie, że obcuje z może dziwnym, ale niezwykłym i surrealistycznym dziełem (co gorsze, film momentami po prostu wzbudza śmieszność, ale też nie taką, jaką daje oglądanie filmów klasy B). Neon Demon to zlepek kilku atrakcyjnych obrazów połączonych hipnotyzującą muzyką, ale to nadal za mało, żeby potraktować go jako coś prawdziwie pięknego lub jako interesującą grę z przyzwyczajeniami estetycznymi widzów. 


Jestem ciekawa opinii osób, które mają już za sobą seans Neon Demon. Po informacjach o reakcji krytyków na seans Cannes i po pierwszych recenzjach nie miałam zbyt dużych oczekiwań, ale nie sądziłam, że aż tak się rozczaruję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz