piątek, 30 grudnia 2016

Co było dobrego w 2016 roku?

Chciałoby się rzec dramatycznym tonem, że w 2016 roku właściwie nic nie było dobrego. Pomijając już kwestie polityczno-społeczne, ten rok zabrał nam wielu artystów  w tym dla mnie najważniejszego, bo samego Davida Bowiego. Jednak mimo tej ponurej scenerii 2016 rok obfitował w świetne albumy muzyczne, filmy i seriale.

Początek roku wiązał się dla mnie z Davidem Bowiem: najpierw oczekiwaniem na nowe dzieło, Blackstar, zachwyt nad nim, zaraz potem rozpacz nad odejściem Mistrza i dostrzeżeniem głębszych znaczeń ostatniego albumu. Nadal nie mogę uwierzyć, że po przesłuchaniu Blackstar od razu nie pomyślałam, że mocno odczuwalna atmosfera niepokoju oraz motyw śmierci i przemiany może stanowić coś więcej niż zamysł twórczy, lecz odnosić się do życia Bowiego. Perspektywa, że straciłam swojego jedynego idola i artystę-autorytet jest trudna, jednak napawa mnie nadzieją głębokie przekonanie, że dzieła Davida Bowiego są na tyle wyjątkowe, że poradzą sobie z upływem czasu i zapiszą się na kartach historii muzyki.



Oprócz Blackstar były też inne albumy, do których często wracałam. W tym roku zachwycił mnie też pełen rockowej energii album Iggy'ego Popa Post Pop Depression, który chyba trochę pomógł mi przetrwać żałobę po Bowiem. Urzekło mnie również nastrojowe A Moon-shaped-pool Radiohead. Mam wrażenie, że w drugiej połowie tego roku najczęściej słuchanym przeze mnie utworem był singiel Daydreaming z płyty "Radioheadów". Teledysk do tego utworu też wytypowałabym jako najlepszy wideoklip roku. Pamiętam, że w lipcu, który był tego roku dość deszczowy i ponury, w wolnych chwilach wciąż wracałam do Daydreaming.


Spośród polskich twórców zakochałam się w Monice Brodce. Bo jej Clashes jest fenomenalne, wizerunek odlotowy, a na koncertach jest prawdziwym zwierzęciem scenicznym. Moja prywatna nagroda za najlepszy polski teledysk 2016 roku również wędruje do Brodki za klip do Up in the Hill (który to wyreżyserowała sama artystka).

Jeśli chodzi chodzi o filmy, to jednym z pierwszych obrazów które obejrzałam tego roku i zarazem najbardziej utkwił mi w pamięci jest Lobster w reżyserii Yorgosa Lanthimosa. Największe wrażenie wywarła na mnie kreacja świata przedstawionego  niby dotycząca bliskiej przyszłości, ale dla mnie bardziej prezentująca rzeczywistość "wykrzywioną", która przez to, że zniekształcona, jeszcze bardziej pobudza do refleksji na temat aktualnej rzeczywistości i specyfiki relacji międzyludzkich. Za gardło chwycił mnie też ostatni film Toma Forda Zwierzęta Nocy za sprawą ciekawych postaci, świetnej gry aktorskiej i dobrze budowanego napięcia. Z kolei najlepiej się bawiłam na Zwierzogrodzie i zaskakująco dobrze na najnowszym filmie o perypetiach Bridget Jones. Nie sądziłam też, że aż tak urzeknie mnie Rouge One!



Podczas tegorocznego festiwalu Tofifest widziałam cztery pełnometrażowe filmy konkursowe: Ja, Olga Hepnarova (reż. Petr Kazda, Tomáš Weinreb), Tancerka (reż. Stéphanie Di Giusto), Her Composition (reż. Stephan Littger) i Trampolin (reż. Katarina Zrinka Matijević) (oczywiście znowu nie udało mi się obejrzeć filmów, które otrzymały nagrody i wyróżnienia, więc nie mogę się odnieść do werdyktu jury; i tak, przez to nadal nie widziałam wciąż nagradzanego i wychwalanego Toniego Erdmanna). Dziwi mnie, że do polskiej dystrybucji weszła Tancerka, bo uwierzcie mi, to koszmarnie poprawny film biograficzny, gdzie zamiast skomplikowanych portretów psychologicznych otrzymujemy ckliwość i patos (ale to tyle  w końcu wpis miał być o dobrych rzeczach, a nie złych). Jeśli jednak cudem uda Wam się natknąć na film Her Composition  obejrzyjcie. Nie potrafię tego opisać inaczej niż niezwykłe kinowe doświadczenie. Malorie, doktorantka na kierunku muzyki orkiestralnej, poszukuje inspiracji do swojego dzieła i znajduje je w dość osobliwych okolicznościach. Za sprawą nietypowej ścieżki dźwiękowej i montażu film ma w sobie jakiś... wyjątkowy rytm i napięcie. Przyznam, że nawet trudno mi dokładnie wskazać, co zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, po prostu nadal wspominam ten seans jako niecodzienne filmowe doświadczenie. I tu na serio: jeśli ktoś widział ten film, to zachęcam do kontaktu, bo nadal się zastanawiam, czy ten film był aż tak świetny, czy ja to sobie uroiłam.



Ponownie jest to rok, w którym nakrzyczę na każdego, kto powie, że polskie kino jest kiepskie. Ostatnia rodzina (reż. J. Matuszyński), Wołyń (reż. W. Smarzowski), Zjednoczone stany miłości (T. Wasilewski), Kamper (reż. Ł. Grzegorzek) udowadniają, że nasze rodzime kino ma się bardzo dobrze. Co prawda nadal muszę nadrobić takie filmy jak Nie wiesz, jak bardzo cię kocham (P. Łoziński), Jestem mordercą (M. Pieprzyca) czy Baby Bump (J. Czekaj), ale raczej spodziewam się dobrych filmów, a nie artystycznych niewypałów.


Serialowo ten rok również miał się dobrze. Bardzo podobało mi się Stranger Things, Black MirrorWestworld (chociaż muszę przyznać, że Westworld ma przegenialny odcinek pilotażowy, a potem, niestety, jest coraz słabiej).


Jaki będzie 2017 rok? Obawiam się, że również pełen zawirowań społeczno-politycznych i niespodziewanych pożegnań, ale także z mnóstwem nowych ciekawych filmów, seriali, muzyki i książek.


Na koniec klasyczne blogerskie zapytanie: jaki był Wasz 2016 rok? Co w kulturze Was zachwyciło/rozczarowało? No i rzecz jasna chętnie poczytam o tym, na co szczególnie czekacie w nowym roku. Ahoj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz