Kim jest królowa? – recenzja filmu Bohemian Rhapsody

Aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz pojawił się film o jednym z najbardziej charyzmatycznych wokalistów rockowych wszech czasów oraz o zespole Queen. Po obejrzeniu go mam nadzieję, że powstanie jeszcze nie jedna produkcja poświęcona Freddiemu Mercury’emu. Nie tylko dlatego, że jego burzliwy życiorys można by opowiedzieć na różne sposoby, także z tego powodu, że Bohemian Rhapsody pozostawia spory niedosyt.

recenzja filmu Bohemian Rhapsody

Film obejmuje piętnaście lat z życia Mercury’ego i działalności Queen: od przyłączenia się Freddiego do zespołu, przez nagrania najsłynniejszych utworów, szczyt popularności, zmiany stylów, solową karierę, do słynnego koncertu Queen na Live Aid w 1985 roku, a wszystkie te zdarzenia przeplatane są wątkami z życia Freddiego. Tu pojawia się pierwszy problem: scenariusz nie potrafi udźwignąć ciężaru historii z taką ilość wydarzeń, przez co są potraktowane skrótowo lub pobieżnie. Jednocześnie podczas seansu ma się wrażenie, że mimo sporej długości samego filmu, wiele scen usunięto. Bohemian Rhapsody brakuje płynności historii, przeskakuje z jednego wątku do kolejnego, zamiast je stopniowo rozwijać.

Produkcja ta ma jeszcze jeden większy problem: nie potrafi się zdecydować, czy chce opowiadać o zespole czy o jego liderze. Historia Mercury’ego jest ściśle związana z zespołem, ale przez nagromadzenie wątków żadnemu z nich nie daje wystarczającej ilości uwagi. Konflikt Freddiego z ojcem zamyka się na rzuconych synowi kilku gniewnych spojrzeń znad gazety, powody niskiej samooceny do kilku przypadkowych przykrych komentarzy, odkrywanie swojej seksualności jest przedstawiane tak, jakby twórcy filmu w ogóle chcieli uniknąć tego tematu. Nie jest to więc kompleksowa biografia czy złożony portret psychologiczny. Bardziej przebieżka po najważniejszych wątkach życiorysu artysty. 

recenzja filmu Bohemian Rhapsody

Bohemian Rhapsody bardziej sprawdza się jako film muzyczny, a nie dramat. Kulminacyjna sekwencja koncertu na Live Aid, jednego z największych przedsięwzięć koncertowych w historii, została zrealizowana z rozmachem podobnym do samego oryginalnego koncertu. Nie brakuje tu też emocji: niepewności, czy uda zespołowi zagrać jak wcześniej, czy załagodzą konflikty między członkami zespołu i czym właściwie będzie ten muzyczny spektakl.

Przed filmem pewnie wielu zadawało sobie pytanie, jak Rami Malek poradził sobie z główną rolą. Wydaje mi się, że jego występ może być różnie oceniany, szczególnie przez fanów Queen. Uważam, że Rami Malek udźwignął tę rolę, jednak być może wymagałaby jeszcze większego dopracowania, także pod kątem charakteryzacji. W przypadku innych aktorów, cóż, wydaje mi się, że nawet nie mieli za bardzo okazji do wykazania się – po pierwsze przez napięty i nie najlepiej napisany scenariusz, a po drugie prawdopodobnie przez założenie, że centrum uwagi widza ma być Malek w roli Mercury’ego.


Bohemian Rhapsody - recenzja

Słowa Królowa jest tylko jedna padają kilkakrotnie podczas filmu, raz odnosząc się do całego zespołu, a raz do samego Freddy’ego, podobnie jak film odnosi się do wątków osobistych życiorysu artysty i wątków zespołowych. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie film, w którym Freddie Mercury będzie jego królową i odda należną mu cześć, konstruując złożony i interesujący portret jego osobowości.

tytuł: Bohemian Rhapsody
reżyseria: Bryan Singer
scenariusz: Anthony McCarten
gatunek: biograficzny, dramat, muzyczny
produkcja: USA, Wielka Brytania
premiera: 2 listopada 2018 (Polska), 24 października 2018 (świat)
obsada: Rami Malek, Lucy Boynton, Gwilym Lee, Ben Hardy, Joseph Mazzello, Aidan Gillen, Allen Leech, Tom Hollander
ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Wysoki Poziom Kultury , Blogger