środa, 9 sierpnia 2017

Złudne piękno pierwszego wrażenia – recenzja filmu Atomic Blonde

Byłam zachwycona zwiastunami Atomic Blonde, które zapowiadały wybuchową mieszankę filmu szpiegowskiego i kina akcji z kobiecą wersją Jamesa Bonda w roli głównej. Zdjęcia osnute neonową poświatą, dynamiczne, ale realistyczne sceny walki, a nawet piosenka Blue Monday jako jeden z głównych motywów muzycznych... Była to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych premier. Myślałam  co tu może się nie udać? O naiwności! A nie udało się to, co najważniejsze.
atomic blonde recenzja
W skrócie o fabule: tytułowa atomowa blondynka to Lorraine (piękna Charlize Theron), tajna agentka brytyjskiego wywiadu w czasach zimnej wojny, która otrzymuje zadanie odnalezienia zaginionej listy podwójnych szpiegów. W tym celu wyrusza do Berlina, aby zbadać śmierć jednego z agentów. Oczywiście sprawa okazuje się bardziej złożona i bohaterka zaczyna działać na własną rękę.

Co się nie udało w Atomic Blonde? Przede wszystkim tytułowa bohaterka, która powinna podźwignąć całą historię i swoim charakterem przywiązać widza do ekranu, a jednak to się jej nie udało. Na pierwszy rzut oka Lorraine emanuje charyzmą, ale po dłuższej chwili obserwowania jej, dostrzega się, że za jej nonszalanckim wizerunkiem nic się nie kryje. Poza kilkoma faktami i cechami o Lorraine niewiele wiadomo. Sprawia wrażenie błyskotliwej i pewnej siebie, dobrze się bije, niewiele mówi, ładnie się ubiera, nie stroni od alkoholu, dużo pali, dobrze zna język rosyjski, jest biseksualna. Niby nie jest to bardzo mało informacji, ale ostatecznie te cechy nie tworzą spójnego portretu, a po prostu wyliczankę ciekawostek o bohaterce i jest to nieco niesatysfakcjonujące nawet jak dla filmu akcji. 

Próby zarysowania życiorysu Lorraine też są nieudane – niby wiadomo, że coś ją kiedyś łączyło z zamordowanym agentem, ale ta informacja nie wpływa ani na przebieg historii ani nie zdradza zbyt wiele o bohaterce. Najbardziej rażący się brak motywacji działań bohaterki – przez większość czasu seansu zastanawiałam się, skąd bierze się zaangażowanie Lorraine do pracy w wywiadzie. O ile w przypadku innych postaci, na przykład Delphine (Sofia Boutella), francuskiej agentki, z którą Lorraine wchodzi w krótki romans, czy ekscentrycznego Percivala (James McAvoy) można dojrzeć jakieś przebłyski motywacji ich działań, to jeśli chodzi o główną bohaterkę, trudno dostrzec coś więcej. Lorraine jest tajemnicza, zdystansowana, co jest przyciągające na początku filmu, ale potem zaczyna nużyć, bo ostatecznie niewiele to wnosi całej historii. 


Właśnie, historia. Sporo słabości ma także scenariusz  mimo wielu zwrotów akcji nie robią one wrażenia, bo brakuje napięcia i wspominanego zaangażowania w losy głównej postaci. Za to mocną stroną filmu jest strona wizualna – zdjęcia skąpane w neonowym świetle i dynamiczny montaż. Największe wrażenie robi dość długa sekwencja bijatyki nakręcona jednym długim ujęciem. Atomic Blonde z pewnością mogę polecić osobom rozkochanym w stylistyce lat 80., nie tylko ze względu na stronę wizualną, ale także muzykę. Fakt faktem soundtrack można porównać do składanki muzycznej z przypadkowymi przebojami, które nie dodają zbyt wiele treści do obrazu, to mimo wszystko świetnie jest posłuchać New Order, Davida Bowiego czy Depeche Mode. 

atomic blonde recenzja

Na plus jest również wybór czasu i miejsca: akcja rozgrywa się przede wszystkim w Berlinie tuż przed upadkiem muru berlińskiego. Niestety jednak ten wybór również niewiele wnosi do historii. Bo i owszem – pojawiają się w filmie migawki z zamieszek w Berlinie oraz subkulturowa różnorodność, ale odgrywa to rolę przyciągającej wzrok, ale mało znaczącej scenografii. Wielka szkoda, bo chociaż niewielkie pogłębienie tła społeczno-kulturowego w kontekście fabuły, mogłoby ją znacznie wzbogacić. W końcu zbliżający się koniec zimnej wojny zwiastuje także koniec pewnej epoki dla szpiegów.

Pomimo tych licznych wad z Atomic Blonde wypływa pewna myśl – w świecie szpiegów, polityki i porachunków, okazuje się, że także i filmu, nie można się zwieść pierwszemu wrażeniu, nawet jeśli byłoby ono ubrane w najpiękniejszy kostium.

5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz