środa, 25 maja 2016

Każdy ma jakiegoś bzika – recenzja serialu Crazy Ex-Girlfriend

Młoda, neurotyczna prawniczka o bujnej wyobraźni – ta charakterystyka pasuje nie tylko do słynnej Ally McBeal, ale również do Rebekki Bunch, głównej bohaterki serialu Crazy Ex-Girlfriend.

crazy ex-girlfriend rachel bloom

Rebecca Bunch całkowicie poświęciła się pracy, tłumiąc swoje dawne marzenia o występowaniu na scenie musicalowej. Tuż przed otrzymaniem ogromnego awansu w nowojorskiej firmie prawniczej przypadkowo spotyka Josha – swoją dawną nastoletnią miłość z obozu letniego – i postanawia zmienić swoje życie: przeprowadza się do West Coviny w Kalifornii, rodzinnego miasta Josha, i usiłuje znaleźć szczęście i odzyskać uczucie swojej dawnej sympatii. Fabuła nie brzmi zbyt górnolotnie, jednak jest trochę pastiszem wyidealizowanych komedii romantycznych, poza tym ta produkcja to całkiem niezwykły miszmasz gatunkowy, w którym znajdują się elementy dramatu, komedii i musicalu. 


Oprócz perypetii Rebekki po jej przeprowadzce do West Coviny zostają przedstawione retrospekcje z czasów jej dzieciństwa lub wczesnej młodości stanowiące pewne wyjaśnienie dla jej lęków, paranoi i wyidealizowanych wyobrażeń. Tak, bo Rebecca Bunch z pewnością ma nieco zaburzoną osobowość i… jest dość irytująca. Jeśli do szaleństwa doprowadza Was Hannah Horvath z Girls lub Piper z Orange Is The New Black, to prawdopodobnie bohaterki Crazy Ex-Girlfriend również nie polubicie. Mnie jednak udało się polubić Rebekkę z jej wszystkimi natręctwami. Nie chciałabym nadawać temu serialowi nadmiernej głębi psychologicznej, jednak charakterystyczne dla Rebekki impulsywne i kompulsywne działania są całkiem przekonujące. Pozostałe postacie serialu również bywają „zafiksowane” na jakimś lub czyimś punkcie, a z całości wypływa przesłanie, że każdy jest trochę crazy, ale przekaz ten jest bardziej w komediowym niż dramatycznym tonie. 

Mimo że oglądam dość sporo seriali komediowych, to niewiele z nich mnie bawi, ale akurat w Crazy Ex-Girlfriend całkiem sprawnie poprowadzono dialogi i spośród nich można wyłapać całkiem trafne, ironiczne komentarze. Serial ma walor komediowy także przez wykorzystanie konwencji musicalu, zwłaszcza że tematyka utworów dotyczy czasem na tyle codziennych spraw, że aż nieco absurdalnych – jako że Rebecca Bunch jest nieco oderwana od rzeczywistości, to w codziennych sytuacjach ma nawyk wyobrażania sobie ludzi śpiewających i tańczących. Same piosenki stworzone do serialu oceniam dość wysoko, chociaż mam wrażenie, że w pierwszych odcinkach serialu było więcej chwytliwych utworów niż w końcowych epizodach.  

Jeśli szukacie dość lekkiego serialu komediowego z wątkami dramatycznymi, nieidealnymi postaciami i wieloma odniesieniami do popkultury i, co najważniejsze, nie przerażają Was piosenki o infekcji dróg moczowych lub o wysyłaniu SMS-ów do niewłaściwych osób, to serial Crazy Ex-Girlfriend może przypaść Wam do gustu.  

Na zachętę wstawiam moją ulubioną piosenkę z serialu: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz