sobota, 14 stycznia 2017

Niedokończone dzieło – recenzja filmu Powidoki

O ile same losy artysty wybierającego wolność twórczą – pomimo okrucieństw panującego systemu politycznego są poruszające, to ich filmowa interpretacja, niestety, głęboko rozczarowuje.
powidoki strzemiński linda

Istnieje taki rodzaj kina biograficznego, w którym przede wszystkim docenia się sam wybór tematu i głównej postaci, ale pomija się filmową realizację, bo ta jest niezbyt udana. I jest tak w przypadku Powidoków. Historię artysty malarza Włodzimierza Strzemińskiego rzeczywiście warto znać: malarz, twórca współpracujący z ważnymi postaciami europejskiej awangardy, charyzmatyczny pedagog, artysta, którego autorską wizję sztuki usiłowano brutalnie zastąpić jedyną słuszną metodą realizmu socjalistycznego. Niestety sposób opowiedzenia tej historii ma wiele niedostatków.

Największe słabości dotyczą samego scenariusza. Film przedstawia dzieje Strzemińskiego od 1948 roku, więc pomija okres wojny, studia w Szkole Sztuk Pięknych, współpracę z innymi artystami i związek z rzeźbiarką Katarzyną Kobro. Obraz ma opowiadać o zderzeniu artysty z reżimem, dlatego nie przedstawia wcześniejszego okresu. Mimo to warto byłoby lepiej subtelniej i nieco dokładniej zarysować uprzednie losy bohatera. Zwłaszcza razi niedopracowanie wątku dotyczącego żony, Katarzyny Kobro. W dyskusjach między Strzemińskim a jego córką kilkakrotnie pojawia się temat ostrego konfliktu między rodzicami, ale zupełnie nie mamy pojęcia, czym jest spowodowany. Rozstrzygnięcie tej kwestii utrudnia fakt, że Katarzyna Kobro w ogóle nie pojawia się w filmie. Samej historii chociaż przedstawiona linearnie – brakuje płynności: w jednym momencie bohater jest otoczony oddanymi studentami, a w innym jest już pozostawiony sam sobie. Brakuje wiarygodnych i ciekawych portretów psychologicznych oraz relacji między postaciami, mimo że biografia Strzemińskiego byłaby dobrym materiałem do stworzenia pełnokrwistych bohaterów i konfliktów.

powidoki wajda
Niedoskonałości są mocno wyraźne także w dialogach, które brzmią nienaturalnie i niewiele nie wnoszą do rozwoju historii. Najciekawszymi kwestiami w filmie są, najprawdopodobniej, cytaty lub teksty zbliżone do rzeczywistych wypowiedzi Strzemińskiego. Gra aktorska niestety też nie jest mocną stroją Powidoków: zwłaszcza razi gra młodych aktorów (córka i studenci...).

Mimo wielu poważnych niedociągnięć jest jednak kilka urzekających elementów Powidoków (scena wywieszania czerwonej płachty na fasadzie domu Strzemińskiego czy chociażby to, że film jest hołdem artysty dla innego twórcy). Najbardziej poruszyło mnie odkrycie punktów wspólnych między Strzemińskim a Wajdą: bohater filmu usiłuje pod koniec życia ukończyć swoją książkę, Teorię widzenia, podobnie Andrzej Wajda śpieszył się zrealizować swój ostatni film.


Powidoki mają wiele słabości, stwarzają wrażenie filmu niedbałego i niedokończonego, ale to nadal dzieło autorskie. Jak powtarzał Strzemiński swoim studentom: każdy wybór jest dobry, bo jest wasz. I Powidoki są właśnie sumą wyborów Wajdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz