wtorek, 19 stycznia 2016

Bohatera nie ma, czyli „Nienawistna Ósemka” w skrócie

Najnowszy film Quentina Tarantino nie zaskakuje – co może być tak samo zaletą, jak i wadą. Z jednej strony daje to, czego można było się spodziewać: wyraziste postacie, przewrotne dialogi i groteskowo dużą dawkę przemocy. Z drugiej strony reżyser kolejny raz wykorzystuje te same motywy i konwencje, co zaczyna trochę nużyć. 



Nienawistna Ósemka to western rozgrywający się w śnieżnej scenerii. Dwaj łowcy głów zmuszeni znaleźć schronienie przed zamiecią trafiają do podłej knajpy na pustkowiu w Wyoming, gdzie spotykają innych rzezimieszków i, jak można się domyślić, nastąpią nieprzewidziane, krwawe wydarzenia.  

Mimo że od początku filmu śledzimy poczynania Majora Marquisa Warrena (Samuel L. Jackson) to trudno jednoznacznie wyznaczyć głównego bohatera. Jak wskazuje sam tytuł, w historii występuje osiem ważnych dla rozwoju akcji postaci o wyraźnych rysach antybohaterskich: motywacje ich działań wiążą się nie tylko z chęcią zemsty lub wzbogacenia się, a przede wszystkim z nienawiścią. Każdy z bohaterów kogoś nienawidzi – czarny nienawidzi białych, biały czarnych, kobieta mężczyzn – i dąży do dokonania samosądu. 
samuel l jackson

Chyba przez to, że głównym motorem działań bohaterów jest właśnie ta przerysowana wrogość, jakoś trudniej było mi kibicować któremuś z bohaterów, mimo że tym razem było ich aż kilku i to zamkniętych na dość niewielkiej przestrzeni. Bohaterowie nie lubią się i może my też mamy ich znielubić. Ale przyznam się, że lubię to uczucie, zwłaszcza podczas oglądania filmów Tarantino, kibicowania komuś w realizacji jego epickiej misji, tak wcześniej Django czy Czarnej Mambie. Ta trudność ewentualnego wyboru „własnego” bohatera nie jest absolutnie związana z poziomem aktorskim, który, jak zwykle w filmach reżysera, stoi na najwyższym poziomie (bawi jedynie fakt, że Tim Roth wygląda i gra jak Christoph Waltz). Jeżeli miałabym jednak wskazać bohatera, którego poczynania najuważniej śledziłam, to byłaby to Daisy zagrana przez Jennifer Jason Leigh, ale chyba przede wszystkim dlatego, że była jedyną postacią kobiecą w feralnej ósemce.

Historia Nienawistnej Ósemki jest rozpisana całkiem zręcznie, nie jest zupełnie linearna – w pewnym momencie pojawia się retrospekcja, która wyjaśnia kilka znaczących wątków i zwiększa tempo narracji. Jednak mimo to ma kilka fragmentów, podczas których można odczuć znużenie. Dla mnie to dość niepokojące, bo nie zdarzyło mi się wcześniej, żeby nudzić się podczas długich Tarantinowskich dialogów. Ale przynajmniej podczas niektórych bardziej nużących fragmentów można posłuchać znakomitej muzyki Ennio Morricone. 


nienawistna ósemka

„Hej, skoro to jest ósmy film Tarantino i występuje w nich osiem ważnych postaci, to może każda z nich jakoś odwołuje się do jednego filmu?” – na początku seansu wpadła mi głowy taka niedorzeczna myśl, ale po chwili ją porzuciłam. Jednak mimo to Nienawistna Ósemka dość wyraźnie odnosi się do wzorców i inspiracji znanych z poprzednich filmów reżysera. Tarantino ma swój rozpoznawalny styl, który nadal będzie przyciągał fanów reżysera i fanów kina w ogóle, ale zastanawia mnie to, w jaki sposób jego styl będzie się rozwijał. Czy reżyser sięgnie po nowe gatunki, bohaterów, tematy? Mam nadzieję, że kolejny film będzie pozytywnym zaskoczeniem, bo w stosunku do Nienawistnej Ósemki mam dość mieszane odczucia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz