8 irytujących zdań w dyskusjach o popkulturze

Wydawałoby się, że rozmowa o serialach jest bezpieczniejszym tematem do dyskusji niż polityka czy religia. Ale to tylko pozory rozmowa o dziełach popkultury w prostej linii może prowadzić do tematów cięższego kalibru: kwestii osobistych, moralnych i społecznych. Zbliżający się ewentualny konflikt, lub posługując się językiem Internetu gównoburzę, może zwiastować kilka zdań. Nie zawsze, ale często mogą stanowić punkt zapalny. Przynajmniej z dyskusjach ze mną. Oto subiektywne zestawienie wkurzających, powtarzających się zdań w rozmowach o popkulturze.

Samuel Johnson meme
Samuel Johnson też bywa zdegustowany niektórymi twierdzeniami.
1. Kiedyś wszystko było lepsze

Niebo było bardziej niebieskie, trawa bardziej zielona, ludzie byli dobroduszni i artyści tworzyli wartościowe dzieła... A dziś moralna degrengolada, Justin Bieber, książki pisane przez youtuberów i komedie z Karolakiem. Sięganie wyłącznie po klasyczne dzieła, które zostały ocenione i omówione przez dziesiątki krytyków i teoretyków, może być pójściem na łatwiznę. Niegdyś też powstawały artystyczne niewypały, ale po prostu nie przetrwały próby czasu i teraz nikt o nich nie pamięta poza gronem specjalistów. W żadnym wypadku nie potępiam sięgania po kanoniczne dzieła, to jak najbardziej się chwali, jednak zamykanie się na wszystko, co nowe nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Szczególnie jeśli od razu dokonuje się osądu, że dzieła współczesne i najnowsze są jednoznacznie słabe.

W dobie nadmiaru treści różnego rodzaju rzeczywiście niełatwo przesiać ziarno od plew, jednak czasem warto pokusić się o ten trud. W ten sposób poznaje się nie tylko dzieła aktualne i silnie związane z naszą rzeczywistością (a kiedy lepiej to robić niż właśnie teraz?), ale też chociaż w minimalnym stopniu można przyczynić się do tego, że dany tekst kultury przetrwa próbę czasu i zyska miano wartościowego/kultowego/klasycznego/pozytywnie przyjętego przez publikę.


2. Polska sztuka jest gorsza

Nadal często można się spotkać z przekonaniem, że współczesna rodzima sztuka jest kiepska. Zazwyczaj wynika to z nieznajomości tematu: ktoś twierdzi, że polskie filmy są mierne, a potem okazuje się, że z ostatnich polskich produkcji widział u babci na obiedzie fragment odcinka Na Wspólnej, a w kinie był na jednej z polskich komedii, w której lokowanie produktu odgrywało ważniejszą rolę niż aktorzy.


3. Przerost formy nad treścią

To stwierdzenie może nie jest błędne, ale drażni mnie jego nadużywanie, szczególnie jeśli nie pociąga za sobą jakiejś sensownej argumentacji. Zazwyczaj pełni funkcję ozdobnika tekstów krytycznych. Taki – he he – przerost formy nad treścią.


4. O gustach się nie dyskutuje

A o czym innym rozmawiać? Ważne jednak, żeby w dyskusji nie obrażać czyichś upodobań i nie narzucać swojej opinii. Jeśli ktoś jest głęboko poruszony jakimś dziełem, bezdusznie byłoby mu powiedzieć, że to najgorszy szajs, jaki kiedykolwiek stworzono. To kwestia zwykłej przyzwoitości. Jeśli jednak nam bardzo zależy, żeby komuś pokazać, że jego ukochane dzieło ma też znaczące wady należy to sensownie i z wyczuciem uargumentować.


5. Poprawność polityczna everywhere

Pojęcie, które napawa zniesmaczeniem wielu internetowych bojowników. No bo to takie nienormalne w dyskusji korzystać z języka wyrażającego szacunek do różnych ludzi, zwłaszcza mniejszości. Inną kwestią jest to, że często jest po prostu źle rozumiane. Pretensje o to, że do mainstreamowej produkcji w roli głównej zatrudniono czarnoskórego aktora albo nagrodzono film o homoseksualizmie nie jest bronieniem się przed poprawnością polityczną, a zaprzeczeniem idei reprezentacji, tzn. uznawania, że współczesne społeczeństwo i kultura rzeczywiście są różnorodne, co powinno przekładać się na teksty kultury. Zresztą wszystko w tym temacie napisała Megu na blogu Catus Geekus.


6. Twórcom można wybaczyć ich grzechy

Jest to skomplikowany temat, co potwierdzają rozmaite reakcje na niedawne ujawnienie skali problemu molestowania w Hollywood. Będę oglądać filmy z Kevinem Spaceyem i nie obchodzi mnie jego życie prywatne często można natknąć się na podobne komentarze w ostatnich internetowych dyskusjach. W moim odczuciu istnieje jednak pewna granica, która oddziela życie prywatne artysty od publicznego, kiedy jego uczynki niezgodne z prawem i moralnością stają się jawne. Można ustosunkować do takich czynów, ale co z twórczością? Zignorować tę kwestię? Zbojkotować twórczość? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale według mnie nie w sposób wybaczyć wszystkie zbrodnie. Często ten osąd jest mocno osobisty. Odkąd wiem, jak krzywdził swoją córkę Klaus Kinsky, nie jestem w stanie sięgnąć po żaden film, w którym występuje.


7. Skoro to ci się nie podoba, to zrób to lepiej

A zrobię! Tylko że nie ma to nic do rzeczy, czy zrobię coś i jak, skoro można (a nawet należy) wyrażać opinie o poznawanych dziełach. Krytyka, także negatywna, jest nieodłączoną częścią funkcjonowania tekstów w kulturze. Gdy nie mówi się o nich, nie analizuje, nie ocenia, po prostu znikają.


8. Kultura to strata czasu


Możliwe, że znacie to odczucie towarzyskiego dyskomfortu, gdy ktoś opowiada, co on to nie robił w weekend, a z kolei waszym weekendowym sukcesem było obejrzenie całego sezonu Stranger Things albo Mindhuntera. Właściwie nie ma się czego wstydzić, ale czasem można się spotkać z niezbyt przychylną reakcją na taki sposób spędzania czasu, jaki to było coś mało wartościowego.

Jakie twierdzenia dodalibyście do podobnej listy? Czy któreś szczególnie działają Wam na nerwy?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Wysoki Poziom Kultury , Blogger