sobota, 5 grudnia 2015

Grimes – Art Angels (recenzja)

Grimes odkryłam przypadkiem niedługo po wydaniu przez nią albumu Visions (2012). Wówczas dowiedziałam się, że ta kanadyjska artystka stworzyła materiał na swój trzeci album w ciągu dziewięciu dni, w zupełnym odosobnieniu, bez jedzenia i snu. Zafascynowało mnie to podejście do tworzenia i postanowiłam lepiej poznać jej twórczość. Ostatecznie album Visions przerósł moje oczekiwania. Nie tylko zachwyciły mnie eteryczne i dream popowe kompozycje oddające atmosferę przeżywania zagadkowych wizji, ale też wizerunek sceniczny i samodzielność artystki w zakresie realizacji swoich projektów. Niestety, długo oczekiwany album Art Angels rozczarowuje.



Grimes live


Kanadyjka przyznaje się do rozmaitych inspiracji muzycznych: poczynając od muzyki średniowiecza, przez mocne brzmienia Nine Inch Nail i Swans, a kończąc na k-popie i mainstreamowych wokalistkach lat 90. Udawało jej się łączyć różne fascynacje, co słychać w eklektycznym, ale w miarę spójnym brzmieniu wcześniejszych albumów. Art Angels jest zdecydowanie bliższy estetyce popu, jednak mimo to, główny zarzut, jaki można wobec niego skierować, to brak spójności. Trudno mi wskazać najlepsze utwory na albumie, a jedynie ich najlepsze fragmenty. 


Jaskrawy kostium muzyki pop 

 

Jak można opisać Art Angels? To wariacja na temat najbardziej jaskrawych cech muzyki pop. Grimes bawi się, przymierzając barwny, ale pełen sztuczności kostium – podobnie jak na teledysku do singla Flesh without Blood występuje w barokowej, pstrokatej sukni.

Grimes – Art Angel
Estetyka teledysku do Flesh without Blood dobrze oddaje klimat płyty Art Angels.

Artystka wykorzystuje jednak najbardziej irytujące tropy muzyki mainstreamowej: wysoki i infantylny wokal typowy dla teen popu, ale również azjatyckich odmian muzyki pop; radosne, momentami wręcz przesłodzone brzmienie; z jednej strony klubowe beaty, a drugiej echa muzyki country. Grimes przerysowuje konwencje muzyki pop i świetnie się przy tym bawi. Podczas słuchania Art Angels są momenty, w których chce się dołączyć do tej zabawy. Jednak ostatecznie artystka stworzyła album przytłaczający i męczący.

Intro Laughing and not being normal jest jednym z najmocniejszych punktów płyty. Brzmi barokowo, marzycielsko i zapowiada rzeczywiście coś intrygującego. Potem otrzymujemy coś zgoła odmiennego – utwór California to lekki popowy kawałek, z pewnymi naleciałościami muzyki country, który równie dobrze mógłby się pojawić na płycie Taylor Swift. Mimo chaosu dźwiękowego panującego na tej płycie niektóre utwory brzmią do siebie podobnie. Belly of the Beat, Pin, Butterfly muzycznie nie różnią się bardzo od Californii. Z kolei Artangels i Easily brzmią dla mnie jak piosenki żywcem wyjęte z jednego z albumów Spice Girls.


Realiti
Art Angels to zdecydowanie najbardziej radosna płyta w dorobku Grimes. 

Chociaż to album popowy paradoksalnie brakuje na nim chwytliwych melodii, które łatwo zapamiętać. Najbardziej wpadającym w ucho jest singiel Flesh without Blood, chociaż i tak do którego przekonałam się dopiero po kilku przesłuchaniach. Innym mocnym miejscem na płycie jest kawałek SCREAM nagrany we współpracy z raperką Aristophanes, wyróżniający się mocnym i dość niepokojącym, klubowym bitem. Mimo znacznie zniekształconych wokali całkiem dobre są piosenki Kill V. Maim i Venus Fly, które świetnie nadałyby się na klubowy parkiet.

Jeden ze słabszych punktów albumu to wokal, który na tej płycie jest dość mocno przetworzony, momentami groteskowo piskliwy i dziecinny (Alvin i wiewiórki pozdrawiają). Same linie wokalne są mało urozmaicone – w większości utworów pojawiają się nic niewnoszące przyśpiewki typu „hey” lub „ahhh…”. Oprócz tego mam wrażenie, że w końcowym etapie produkcji coś poszło nie tak, czego efektem są utwory, w których brakuje przestrzennego i głębokiego brzmienia tak charakterystycznego dla Grimes. Przykładowo piosenka REALiTi mogłaby być naprawdę dobrym kawałkiem, gdy wydobyć z niego odpowiednie niuanse brzmieniowe.


Grimes


Art Angels nie nazwałabym całkiem nieudanym. Rzeczywiście zawiera kilka ciekawych pomysłów, ale są one bliższe szkicom, zbiorowi inspiracji niż gotowemu albumowi. Nie krytykuję też zwrotu Grimes w stronę popu, nie miałabym nic przeciwko, gdyby stała się nową Lady Gagą, dlatego wciąż z zaangażowaniem będę śledzić jej kolejne przedsięwzięcia.


Art Angel




tytuł albumu: Art Angels
wykonawca: Grimes
rok wydania: 2015
wytwórnia: 4AD
najlepsze utwory:
Flesh without Blood, SCREAM, Kill V. Maim, Venus Fly

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz