To nie jest bajka o superbohaterach – recenzja serialu „Jessica Jones”

Jessica Jones zdecydowanie nie jest klasyczną historią o superbohaterach. Bliżej jej do thrilleru psychologicznego zanurzonego w klimacie kryminału noir. Najnowszy serial wytwórni Marvela prezentuje zupełnie inne podejście do tematu postaci obdarzonych supermocami.
Jessica Jones udowadnia, że opowieść o superbohaterach wcale nie musi być schematyczna.


Dotychczas nie zajmowały mnie filmowe produkcje Marvela – obawiałam się przewagi akcji nad psychologią bohaterów i przerysowanej konwencji komiksu. Co zatem zachęciło mnie do obejrzenia Jessicy Jones? Właśnie tytułowa bohaterka. W uniwersum Marvela nadal dominują mężczyźni, więc sporym dla mnie zaskoczeniem było to, że w końcu główną postacią serialu jest kobieta. Co więcej, zmagająca się z traumą po doświadczeniu przemocy psychicznej i seksualnej. Już ten wstęp nie pasuje do typowej opowieści o bohaterach z  supermocami. Ale zacznijmy od początku. 

Jessica Jones to była superbohaterka usiłująca odzyskać równowagę psychiczną po tym, jak była więziona przez Kilgrave’a, który posiada zdolność kontroli ludzkich myśli. Jessica próbuje odbudować swoje życie, zaczyna pracę jako prywatny detektyw, jednak nadal dręczą ją demony przeszłości. W trakcie jednej ze spraw wpada na trop swojego dawnego oprawcy i ostatecznie podejmuje decyzję o konfrontacji ze swoim wrogiem, nie tylko po to, aby rozliczyć się z przeszłością, ale powstrzymać go przed kolejnymi zbrodniami. 
Jessica Jones_photo
To jeden z niewielu seriali Marvela, w którym główną postacią jest kobieta.
Serial składa się z 13 odcinków. Dużym plusem tej produkcji jest to, nie trzeba nic wiedzieć o uniwersum Marvela, aby w pełni zrozumieć serial i wczuć się w jego klimat. Więcej o przeszłości głównych postaci można się dowiedzieć z pojawiających się co jakiś czas krótkich retrospekcjach. Tempo rozwoju akcji jest odpowiednio rozłożone: pierwsze epizody stanowią intrygujący wstęp przedstawiający postać Jessicy, która odkrywa, że Kilgrave powrócił, kolejna część to konfrontacja tych bohaterów, która w ostatnich odcinkach zmierza do ostatecznego rozwiązania.

(Anty)bohaterowie

Najmocniejszym punktem serialu są postacie i relacje między nimi. Sama Jessica Jones ma kilka cech wspólnych z detektywami z kryminałów noir: jest cyniczna, stroni od towarzystwa, lęki i wyrzuty sumienia zapija sporą ilością whisky. Z zewnątrz wydaje się silna, jednak wewnątrz jest wrażliwa i zraniona.  

Krysten Ritter świetnie sprawdziła się w roli głównej bohaterki, jednak postacią, która najbardziej zwraca uwagę jest David Tennant w roli Kilgrave’a. Udało mu się stworzyć wiarygodną kreację ekscentrycznego, socjopatycznego złoczyńcy, który rzeczywiście wzbudza lęk, a zarazem pewną dozę fascynacji. 

Jessica Jones - Kilgrave
Kilgrave wzbudza lęk, ale też trochę fascynuje – tak jak każdy dobrze wykreowany czarny charakter.
Relacja między Jessicą o Kilgravem opiera na się psychologicznym prawdopodobieństwie – mogłaby ona zaistnieć w świecie rzeczywistym, pozbawionym bohaterów z supermocami – w końcu toksyczne relacje, w których jedna osoba stosuje przemoc i manipulację, a druga próbuje od niej się uwolnić, nadal są dość częstym problemem współczesnych związków. Jednak, wracając do serialu, mimo to postać Jessicy nie umacnia wizerunku kobiety jako ofiary, wręcz przeciwnie – pokazuje próbę uporządkowania swojego życia i odzyskania nad nim kontroli. Oprócz tego samo pojawienie się Kilgrave’a jest przyczynkiem do rozważań nad istotą zła.

Bohaterowie to mocny punkt serialu, jednak nie każdy z nich jest równie interesujący.
Warta uwagi jest też relacja między Jessicą a jej przyszywaną siostrą Trish (Rachael Taylor), w której nie ma rywalizacji typowych dla filmowych przedstawień siostrzanych więzi. Czasem trudno im do siebie dotrzeć, jednak dają sobie wsparcie. Inne ważne postacie – także obdarzony supermocami kochanek Jessicy Luke Cage (Mike Colter), gliniarz Will Simpson (Wil Traval), prawniczka Jeri Hogarth (Carrie-Ann Moss) – są również dobrze rozpisane, a ich działania istotne dla rozwoju akcji, jednak nie aż tak interesujące jak wcześniej wymienieni bohaterowie (co moim zdaniem jest jedną z niewielu wad tego serialu). 

Fioletowy blues

Inną mocną stroną serialu jest mroczny klimat, który przywodzi na myśl duszną atmosferę charakterystyczną dla klasycznych czarnych kryminałów. Nastrój buduje muzyka oraz zdjęcia, na których przeważają odcienie szarości – i co znaczące – fioletu. Zrezygnowano z estetyki komiksu, w którym Kilgrave (a w komiksie właściwie Purpleman) ma fioletowy odcień skóry. Zamiast tego na niektórych zdjęciach pojawia się poświata w tym kolorze lub inny element, aby podkreślić znaczenie obecności Kilgrave’a, Daje to ciekawy efekt, zwłaszcza gdy Jessicę dręczą wspomnienia zdarzeń z przeszłości. Ten prosty zabieg pasuje do atmosfery serialu, a zdjęciom nadaje bardziej wyrazistego charakteru.

Kilgrave
W kolorystyce zdjęć nieprzypadkowo dominują odcienie fioletu.

Superbohaterka?

Gdyby usunąć całą otoczkę superbohaterską (która zwłaszcza w początkowych odcinkach nie jest aż tak wyraźna) i tak Jessica Jones byłaby dobrym serialem, ponieważ jej najmocniejszym atutem są wiarygodne postacie i relacje między nimi oraz wciągający mroczny klimat. Marvel nie tylko stworzył doskonałą produkcję, ale również przekonuje, że opowieści o superbohaterach wcale nie muszą być przewidywalne.
 


Tytuł: Jessica Jones
Twórca: Melissa Rosenberg
Produkcja: Marvel Television
Premiera: 20.11.2015 r.
  

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Wysoki Poziom Kultury , Blogger